STYL ŻYCIA

Urlop bez fit fanatyzmu

W czasie mojej kilkuletniej pracy bardzo często słyszę na pierwszej rozmowie z nowymi podopiecznymi, że ich celem jest „lepiej wyglądać na urlop czy wakacje”.

Ludzie chcą poprawić sobie samopoczucie i samoocenę głównie poprzez zmianę sylwetki. Nie lubią się oglądać w lustrze… Mają kompleksy. Chcą  wreszcie lepiej wyglądać w stroju kąpielowym. Chcą zrobić fajną fotę na Instagrama. Chcą usłyszeć od kogoś bliskiego: „Hej! Dobrze wyglądasz!” Chcą, aby ich niedoskonałości zniknęły. Najlepiej już.

Im mniej czasu do urlopu, tym gotowość do drastycznych kroków rośnie. Łatwo jest wtedy wpaść w sidła fit fanatyzmu.

Zaczynamy więc szał diety, treningów i pozornie zdrowego stylu życia. Internet i telewizja aż kipią od reklam cudownych suplementów. Ktoś poleci Skalpel Chodakowskiej, ktoś coś wspomni o bieganiu a my sami nie wiemy jak się za to wszystko zabrać. Bijemy się z myślami co będzie najskuteczniejsze bo każdy mówi co innego, nam się spieszy, a żeby tego było mało Anna Lewandowska parę dni po porodzie wyglądała lepiej niż my kiedykolwiek w życiu…

Nie zrozumcie mnie źle. Trening, zdrowe odżywianie, aktywny tryb życia są super. Ale robienie „formy tylko na urlop” to jedynie liźnięcie tematu. Można od tego zacząć, jednak absolutnie nie powinno się na tym poprzestać. Aktywny i zdrowy styl życia jest bardzo istotny! Daje nam zdrowe i sprawne ciało, daje nam masę energii i chęci, które możemy ukierunkować na realizacje swoich wielkich marzeń czy pomysłów.  Bo wiadomo; jak źle się odżywiamy i niewiele ruszamy to nic nam się nie chce, wszystko boli a marzenia zaczynają się kurczyć. No bo skoro już nie wyjdę na ten Mount Everest to może chociaż na all inclusive do Egiptu pojadę. Przy basenie posiedzę, wielbłąda zobaczę… Taka mnie dzika przygoda czeka w tym roku…

Wróćmy jednak do tematu wakacyjno-urlopowego.

Niestety większość z nas działa na zasadzie „wszystko albo nic”. Stąd bardzo często na początku bycia nawróconym na fit życie popełniamy 2 duże błędy będąc na urlopie.

1. Będąc na urlopie zwalniamy całkowicie hamulce samokontroli. Przestajemy się racjonalnie odżywiać. Mało tego! Wręcz rzucamy się na ogromne ilości jedzenia, słodyczy i alkoholu! Mówisz sobie – mam przecież urlop, wolno mi, nie? Zasłużyłem! Wiadomo, że przez tydzień nic Ci się nie stanie, ale taka sytuacja to prosty znak – nie zmieniłeś w swoim życiu nawyków, tylko wskoczyłeś w reżim, który jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Niestety, ale w końcu albo olejesz to wszystko definitywnie, albo będziesz nieszczęśliwą osobą, która wiecznie żyje według restrykcyjnych zasad a forma i tak nigdy nie będzie życiowa.

Moja rada: skup się na zmianie nawyków. Zacznij na przykład od stałej liczby posiłków (wybierz taką ilość jaka najbardziej Ci odpowiada), a między nimi nie podjadaj. Wyeliminuj słodkie napoje oraz soki owocowe. Ogranicz słodycze. Jedz kiedy potrzebujesz a nie z nudów. Ruszaj się więcej i bardziej różnorodnie. Staraj się słuchać co mówi ciało i naucz się odczytywać te sygnały. Znajdź aktywność, która daje Ci naprawdę dużo satysfakcji. Namów najbliższych, aby spróbowali z Tobą. A może ostatnio ktoś wyciągał Cię na ściankę a Tobie zwyczajnie się nie chciało? Buduj nawyki. Jeśli zbudujesz solidny nawyk, łatwiej będzie Ci w nim wytrwać przez dłuższy czas.

2. O nie, Ty nie jesteś już takim nowicjuszem! Punkt nr 1 nie jest Ci straszny! Ty nie rzucisz się na jedzenie, słodycze i alkohol. TY masz swoją dietę, swój plan treningowy, swoje zdrowe nawyki i choćby skały srały a wschody słońca były najpiękniejsze na świecie, to codziennie rano ruszasz zrobić trening. Najpierw bieżnia, potem przysiady w stylu „ass to the grass”, następnie jakieś wyciskanie na maszynie, żeby mieć ładne rączki (nie zapomnij spakować rękawiczek) a potem super intensywne cardio na rowerku stacjonarnym.

Po treningu oczywiście zdrowe śniadanko. Oby tylko w hotelu mieli jajka z bekonem! W razie czego poratujesz się odżywką białkową i waflami ryżowymi co udało się przywieźć z Polski. Cholera przecież wie jakie jest makro tych ich lokalnych dziwnych potraw.

Ty nie jesteś leszczem. Ty jesteś fit i żaden urlop Ci nie przeszkodzi w drodze po marzenia o którym tyle piszą na Instagramie…

Nie przeraża Was to? Mnie bardzo!

W życiu Trzeba poznawać nowe. Doświadczać, zdobywać, zwiedzać i rozwijać się jako człowiek, a nie tylko myśleć o tym jak zmieni się nasz brzuch po tych 7 dniach…

Moja rada: bądź aktywny, ale niekoniecznie trenuj na siłowni. Ruszaj się dużo na świeżym powietrzu. Spaceruj, chodź po piasku lub po górach. Chodź na boso. Powiś sobie na gałęzi. Potrenuj przy plaży na kółkach gimnastycznych. Porozciągaj się. Pooddychaj. Pływaj. Spróbuj nowego sportu. Jedz lokalne produkty. Nie obżeraj się, ale  kosztuj nowości. Najwyżej po prostu Ci nie zasmakują. I co z tego?

Nie bądź fit fanatykiem. Buduj formę na lata. Ruszaj się!